| Co jakiś czas o lokalnym rynku usług pogrzebowych robi się głośno za sprawą zażartej, nie zawsze uczciwej konkurencji czy też rodzin zmarłych, skarżących się traktowanie ciała ich bliskiej osoby w sposób niegodny lub przedmiotowy. Ktoś spyta, dlaczego takimi sprawami nie zajmują się odpowiedzialne urzędy, policja, prokuratura, tylko pisze o tym lokalna gazeta. Sprawa jest prosta. Ludzie niestety przeważnie mają zaufania do sprawiedliwych rozstrzygnięć, nie chcą mierzyć się z biznesem, za którym idą spore pieniądze, układy, znajomości, bo uważają że z góry są skazani na przegraną. Trzeba jednak takie tematy poruszać i uświadamiać rodzinom osób zmarłych, czego mogą się domagać, na co zwrócić uwagę, jak się zachować, gdy ciało ich bliskiego jest traktowane jak zapakowany w worek towar, który można przerzucać bez emocji i szacunku.
Tym razem pojawiły się kontrowersje dotyczące funkcjonującego na naszym pułtuskim rynku od kilku zakładu pogrzebowego FUNERAL, który, jak to można zaobserwować na miejskich tablicach nekrologowych, w ostatnim czasie organizuje coraz więcej pogrzebów. Dzierżawi również prosektorium szpitalne. Tu właśnie rodzą się wątpliwości, czy nie ma ścisłej zależności między tym faktem, a wrastającą ilością pochówków. Oczywiście, nie mamy nic przeciwko rozwojowi tej firmy. Konkurencja dla działających na naszym rynku od lat zakładów pogrzebowych jest potrzebna, klienci muszą mieć z czego wybrać. Dziś jednak chcemy poruszyć problem przygotowania zwłok wydawanych z prosektorium szpitalnego i Domu Pomocy Społecznej w Obrytem, gdyż do naszej redakcji zgłosiły się rodziny osób niedawno zmarłych, delikatnie mówiąc rozczarowane tym, za co musiały zapłacić i jak zostały potraktowane ich bliskie osoby po śmierci. Oddzielnym problemem są tak zwane ciała covidowe, które są oddawane ze szpitala ze wszystkimi odpadami medycznymi, rurkami, plastrami, pakowane tak do worków, z czym nie mogą się pogodzić rodziny. Temat nadal jest otwarty, bo epidemia nie odpuszcza.
RELACJA I – SYN ZMARŁEJ KOBIETY
Jak mama zmarła dostałem z sekretariatu karteczkę, że będzie umyta i przygotowana, a przez 72 godziny ciało w prosektorium jest przechowywane za darmo. Wybrałem zakład pogrzebowy pana Kęsego, żeby wziął mamę i zajął się pogrzebem. Ciało mamy jedną noc przebywało w prosektorium, ale kiedy odebrał je zakład pogrzebowy, nie było umyte ani nic. Była w pampersie, który był zanieczyszczony i odpięty tylko z jednej strony, z boku, żeby wyjąć cewnik. Mama była zawinięta w to prześcieradło, w którym była na łóżku i miała identyfikator szpitalny na ręku. Nie była obmyta, bo na jej ciele było czuć pot, nieprzyjemny zapach. Nagrałem nawet rozmowę, którą prowadziłem z pracownikami prosektorium i oni stwierdzili, że na oddziale pielęgniarki powinny umyć ciało, a oni tylko przechowują.
RELACJA II – KUZYNKA ZMARŁEGO W DPS MĘŻCZYZNY
Marka znalazł opiekun jak już nie żył i został zabrany przez zakład pana W. około 5 rano, zanim nas powiadomiono. Zapytałam kierownika DPS, czy w ogóle wezwali pogotowie, bo ta cała sytuacja wydała mi się dziwna i nie do końca zgodna z prawem. Pogotowie było, lekarz stwierdził zgon, a akt zgonu został wydany w poniedziałek przez lekarza rodzinnego z Obrytego.
W poniedziałek pojechaliśmy te zwłoki zabrać. Zadzwoniłam do pana W., odebrał. Zaczęła się już trzecia doba od zgonu Marka, więc powiedział mi, że koszt przechowania ciała to 1100 zł, za trzy doby i dojazd. Podał mi numer telefonu, nie mówiąc nawet jaki to zakład pogrzebowy, że tam mi powiedzą, ile i za co. Okazało się, że to zakład pogrzebowy FUNERAL. Tam dowiedziałam się, że musimy zapłacić 1150 zł za transport ciała, umycie, zabezpieczenie, a to kosztuje. Zdenerwowaliśmy się z bratem, ale postanowiliśmy jechać następnego dnia do tego zakładu pogrzebowego, bez uprzedzenia, odebrać ciało. Wcześniej zadzwoniłam do wicedyrektor DPS u mówiąc, że zakład pogrzebowy chce od nas taką kwotę. Obiecała zadzwonić do pana W. I w końcu powiedziała, że będzie to 850 zł. Pojechałyśmy do FUNERALA, przyjechał pan i zapytałyśmy na jakiej podstawie ciało zostało zabrane z DPS. Zapytałyśmy pana W., który był tam przed tym zakładem czy on jest zatrudniony w tym zakładzie. Dyskusja była burzliwa, żądaliśmy umów między W. a FUNERALEM, bez skutku. Nadal chciał od nas 1150 zł. Nie wezwałyśmy policji, bo żona brata, która była ze mną spieszyła się do Warszawy do lekarza. Chciała żeby rachunek był płatny przelewem, ale została wystawiona faktura gotówką wypłaciła z bankomatu i zapłaciła.
Międzyczasie pod zakład zajechał samochód i wyjmowali trumny. I nie chcę nikogo oskarżać, ale jak siedziałam tym biurze, to te dwie trumny poszły do pokoju znajdującego się za biurem, a jedna do innego pomieszczenia. Tam wszedł rozmawiający z nami pracownik zakładu pogrzebowego, założył rękawiczki, drzwi się otworzyły i zaprosił nas do okazania ciała. A tą trumnę wnieśli i za chwilę wynieśli. Mi się to wydało podejrzane, bo przyszło mi do głowy, czy oni Marka w tej trumnie nie przywieźli i nie wypakowali na ten stół… Zaprosili nas tam, ja weszłam i od razu poczułam, że strasznie śmierdzi, szczęka mu opadała. Jeżeli ciało jest w chłodni, to nie powinno nic być czuć. Żona kuzyna nie podeszła, oglądała z korytarza, a ja podeszłam. Nie był umyty, w żaden sposób ogarnięty. Pan Kęsy zabrał ciało, a ja powiedziałam, że my się zastanowimy, co z tym zrobimy. Potem dowiedzieliśmy się, że miał brudnego pampersa, był nie ruszony po śmierci, jak umarł tak został włożony do worka. Wróciłam do Funerala, zaczęłam sugerować, że może w tej trumnie Marka przywieźli, to właściciel się oburzył. Jedyny błąd, że nie wezwałyśmy policji. Przecież my nie zgodziliśmy się jako rodzina na zabranie zwłok przez tą firmę i za taką cenę przechowania, bo nikt nad o tym nie poinformował.
To drastyczne zdjęcie zmarłego pokazujemy za zgodą rodziny, by udokumentować jak wyglądał po trzech dobach przechowywania w chłodni, za które rodzina przecież zapłaciła niemałe pieniądze. Co ciekawe, dyrekcja DPS w Obrytem odpowiedziała nam, że:
” odbiór zwłok odbywa się po uprzednim powiadomieniu rodziny. W związku z tym, że nie posiadamy warunków do przechowywania zwłok, po stwierdzeniu zgonu przez lekarza są one zabierane przez zakład pogrzebowy. Nie mamy podpisanej umowy z żadnym zakładem pogrzebowym. W sytuacji kiedy to Dom zajmuje się pochówkiem, każdorazowo zbieramy oferty od trzech zakładów pogrzebowych i wybieramy najkorzystniejszą. Jeśli pogrzebem zajmuje się rodzina, to ona decyduje o wyborze zakładu pogrzebowego.
Jak więc te informacje mają się do opisanej wyżej sytuacji? Skoro DPS nie ma umowy z konkretną firmą pogrzebową, powinien czekać na decyzję rodziny, a nie sam zlecać odbiór zwłok, narażać bliskich zmarłego na dodatkowe koszty i nerwówkę związaną z relacjonowanymi przez kuzynkę okolicznościami odbioru zwłok.
O komentarz w tych sprawach poprosiliśmy właściciela zakładu FUNERAL Patryka Wasilewskiego.
WŁAŚCICIEL ZAKŁADU FUNERAL
Pytanie o ciała covidowe. Czy wszystkie sączki, wenflony, rurki, które są przecież odpadami medycznymi nie powinny być usunięte przez personel szpitalny po zgonie pacjenta? Przecież wcześniej wykonywano przy nim czynności medyczne i pielęgnacyjne. Czy po śmierci jest bardziej zakażony niż był za życia?
Odgórne przepisy mówią o zabezpieczeniu ciała zmarłego na covid przez personel oddziału covidowego, poprzez uszczelnienie naturalnych otworów ciała, stąd personel w miarę możliwości rurki ucina, by przy wyciąganiu uniknąć kontaktu z naturalnymi wydzielinami ciała i zabezpiecza przed przekazaniem ciała do prosektorium. Obowiązkiem jest również dezynfekcja całego ciała płynem o spectrum wirusobójczym, zabezpieczenie w nasączone płynem prześcieradło i dwa worki. Tak te ciała są przechowywane w chłodni.
Może to budzić skrajne opinie i sprzeciw rodzin, ale takie są przepisy. I tak umożliwiliśmy rodzinom identyfikację ciała. Pracownik na oddziale covidowym robi zdjęcie, które jest okazywane rodzinie, by nie było możliwości pomyłki.
Opisywany wcześniej przykład Pana Marka z DPS…
Szkoda, że zdjęcie nie jest zrobione od razu u nas w chłodni, a jeśli taki przypadek był, to dlaczego ci państwo, rodzina, od razu nie zawiadomili policji? Zdjęcie zrobione jest w innym zakładzie. Widziałem to ciało osobiście i ono tak nie wyglądało. W tym czasie kiedy rodzina odbierała ciało dostawca przywiózł trumny, a ta pani dziwnie się zachowywała, zarzucała nam nawet, że jesteśmy w pracy pod wpływem alkoholu.
W tym konkretnym przypadku informacje o zgonie zostały przekazane do GOPS w Zatorach, bo to był numer podany w DPS do kontaktu. Ja też mogę zmarłemu oblać piżamę, choć dla mnie takie praktyki są karygodne. Bliscy zmarłego są w szoku, można im wmówić wiele rzeczy, bo sam widok zwłok jest często ogromnym wstrząsem i takich szczegółów się nie pamięta.
Jaki interes ma Pana zakład pogrzebowy z prowadzenia prosektorium szpitalnego? Rozumie Pan, że to może budzić kontrowersje… Czy to nie jest tak, że w ten sposób próbujecie przejąć lokalny rynek usług pogrzebowych?
Większość ludzi, którzy zgłaszają się po ciało zmarłego do prosektorium szpitalnego, jest już po wstępnej rozmowie z wybranym zakładem pogrzebowym, więc nie zgodzę się, że zmonopolizowaliśmy prosektorium i mamy przez to więcej pogrzebów. Bardziej staramy się przebić jakością usług. Dzierżawę prosektorium mamy bodajże od 2019 roku, a sytuacja z większą ilością pogrzebów zmieniła się właściwie na przestrzeni tego roku. Myślę, że jest to związane ze sprzedażą zakładu pogrzebowego Kraszewski. Po tym zakładzie, na ulicy Świętojańskiej, mamy drugie biuro, tam gdzie ten zakład był od ponad stu lat. Teraz jesteśmy bardziej dostępni dla osób, które nie są zmotoryzowane. Dostaliśmy propozycję otwarcia biura pogrzebowego przy Świętojańskiej, więc jesteśmy pierwszym zakładem na drodze powrotnej z ratusza, z Urzędu Stanu Cywilnego, gdzie sporządza się akt zgonu. Małymi krokami, poprzez trzy lata od kiedy jesteśmy na tym rynku, zdobywamy stopniowo zaufanie klientów, zaczęliśmy się wyróżniać jako firma. Tu w Pułtusku firmy działające od lat nie rozwijają się, to jest takie siedzenie bo siedzenie, a obsługa musi być na coraz wyższym poziomie. My jesteśmy młodą firmą, ale stawiamy na rozwój, doskonalenie usług. Przychodzą do na klienci z polecenia, np. Z Pniewa, Zator, gdzie jedni ludzie drugim przekazują informacje. Staramy się pracować na swoją renomę jakością usług i konkurencyjnymi cenami. Ludzie to widzą i im się to coraz bardziej podoba. Ciesze się też, że jest konkurencja, bo ona jest potrzebna, mobilizuje do podnoszenia jakości usług.
Jeśli chodzi o kwestie prowadzenia prosektorium przez zakład pogrzebowy, to że zwozimy i wydajemy zwłoki jest częścią naszych obowiązków. W głównej mierze chodzi nam o infrastrukturę czyli chłodnie, 150 metrów prosektorium, z którego możemy korzystać, stąd koszty dzierżawy do powierzchni są niezbyt duże. Mamy jako zakład większe zaplecze techniczne. Nie jest to zresztą odosobniony przypadek, rażący, gdyż zakłady pogrzebowe prowadza takie prosektoria choćby w Nowym Dworze, Wyszkowie, w Warszawie.
Czy to prawda, że w sekretariacie czy też na terenie szpitala rozdawane są ulotki – wizytówki reklamujące wasze usługi? Jest to zdecydowanie niezgodne z prawem
Nie ma takiej możliwości, żeby nasze wizytówki były rozdawane w sekretariacie szpitala, gdyż jest monitoring i można o wszystko sprawdzić. Są to oszczerstwa, nagonka na nas. Odbierają od nas zwłoki zakłady spoza Pułtuska, z różnych zakładów pogrzebowych, ale jest problem tyko jednym zakładem pogrzebowym. Było już nawet anonimowe zgłoszenie na policję, że nakłaniamy do naszych usług na terenie szpitala. Byłem na policji. Po przesłuchaniu rodzin które były wskazane w tym zawiadomieniu okazało się, że nie było tego typu sytuacji.
Dziwi mnie tylko jedno, że było zapytanie ofertowe w sprawie dzierżawy prosektorium, wysyłane do zakładów pogrzebowych w Pułtusku i Wyszkowie i żaden z panów się nie chciał za to wziąć. Jak ja to wziąłem to oni teraz chcą.

Ciało pana Marka, jak twierdzi rodzina która przekazała nam to zdjęcie, wyglądało w ten sposób. Twarzy nie pokazujemy, ale usta były otwarte, a piżama w okolicach szyi czymś zabrudzona |